Case study – nawyk pracy nad projektem własnym “po godzinach” i kontrolowanie wybuchów złości

Mój wstęp:

Od jakiegoś czasu mam ogromną przyjemność pracować z Anetą. Można powiedzieć, że jest wymarzoną klientką – jest zmotywowana do zmiany, dociekliwa, zadaje dużo pytań i, co najważniejsze, bardzo skrupulatnie realizuje swój plan budowania nawyków. Wprowadziła już do swojego życia wiele zmian i zgodziła się (za co bardzo dziękuję) udostępnić swoją historię tutaj.

 

Rozsiądź się wygodnie, czeka Cię świetny artykuł  (Aneta z zawodu jest copywriterką :)).

Jak to wszystko się zaczęło.

Armagedon! Trzy rozpędzone pociągi zderzyły się czołowo. Nad miejscem zdarzenia unosiły się czarne kłęby dymu, a z wnętrza zdruzgotanych wagonów wydobywały się jęki, krzyki i westchnienia, rozchodzące się kręgiem grozy po całej okolicy.

Zmęczona, sfrustrowana, doświadczająca gorzkiego posmaku porażki, stałam i zastanawiałam się: co ja mam teraz z tym zrobić? Trzy pociągi to: mój projekt, moja praca i moje dzieciaki.

W moich założeniach te pociągi miały nawzajem pozytywnie się napędzać, a  jak do tej pory ciągle dochodziło do kolizji i czołowych zderzeń. Jak je ustawić na właściwe tory? Ale tak, żeby było szybko, prosto i w miarę bezwysiłkowo. Ot, takie małe wyzwanie życiowe.

Darmowa konsultacja.

W tym czasie, gdy borykałam się z odczuciem porażki, na Facebooku pojawiła mi się  informacja, że Michał udzieli darmowych konsultacji trzem pierwszym osobom, które się do niego zgłoszą. Mniej więcej dobę trwała zacięta bitwa pomiędzy dwiema myślami: Na pewno jest już za późno Sprawdź, może to jest to. Żadna z nich nie chciała się poddać, jednak gdy już w końcu stało się jasne, że zwyciężyła ta pierwsza, zachowałam się w typowo kobiecy sposób i  napisałam do Michała, że ja też chcę. 

Jak przygotować się do pierwszej rozmowy?

Takie pytanie zadałam przed pierwszą konsultacją. Michał stwierdził, że wystarczy kartka papieru i wiedza, jaki nawyk chcę wprowadzić
lub zmienić.

Jak wybrać odpowiedni nawyk?

Normalnie wybrałabym coś prostego typu: wprowadzenie codziennych ćwiczeń, żeby wejść w proces budowania nawyków na swój sposób
– spokojnie i powoli, ale miałam Armagedon i nikłą szansę na znalezienie sposobu, by go uporządkować. Więc tym razem skłonna byłam nawet postąpić zupełnie inaczej niż zwykle i skoczyć z wysokiej skarpy możliwości w głębokie wody doświadczenia. Zaczęłam więc od zadania sobie pytania:

W jakim obszarze przydałby mi się odpowiedni nawyk?

Wystarczyło, że postawiłam odpowiednie pytanie, a odpowiedź wskoczyła do mojej głowy niemal natychmiast. No bo jeśli dwa pierwsze pociągi ustawię na właściwych torach, czyli ruszę swój projekt do przodu oraz nauczę się zachowywać niczym mistrz zen w obliczu tego, co wyczyniają moje dzieciaki, to trzeci pociąg, czyli moja praca, już sam ustawi się na właściwe tory. Bingo! W tamtym momencie nie miałam jeszcze świadomości, że mistrzowie zen nie mają dzieci (co uświadomiła mi moja siostra), za to mają swoją słynną rózgę, która jest niezbędnym narzędziem do oświecania uczniów (co uświadomił mi mój mąż). Nieuświadomiona, ale z rozmytymi celami przed oczami, ruszyłam w dalszą część procesu.

Jak wyobrażam sobie dobry nawyk?

W moim odczuciu dobry nawyk jest jak skrzydlaty jednorożec: piękny, silny, zdecydowany, który mocą swoich skrzydeł poniesie mnie wprost do wyznaczonego celu. Świetnie. Ale jak przejrzałam sobie swoje nawyki związane z projektem, to okazało się, że w mojej Stajni Nawyków znajdują się jedynie wychudzone chabety w stylu: pracuję nad projektem w wolnej chwili albo milusińskie kuce typu: piję poranną kawkę i zastanawiam się, co powinno znaleźć się w projekcie. I żadnego jednorożca. Po zastanowieniu się stwierdziłam, że realnym nawykiem będzie: przeznaczam godzinę dziennie na pracę nad projektem, może nie jest to jednorożec, ale dobry koń pociągowy już tak.

Drugi nawyk, związany z dziećmi: powstrzymam wybuchy złości i zachowam stoicki spokój. Bingo! Mam już swoje nawyki, które chcę wprowadzić.

Pierwsza konsultacja z Michałem.

W zasadzie kompletnie nie wiedziałam, czego mam się spodziewać. Przedstawiłam swoje cele i oczekiwania i dostałam serię pytań, które poraziły mnie rozbłyskami olśnienia –  dotyczyły trudności, mojego podejścia do zagadnień, oraz pytanie killer: czy chcę wprowadzić oba nawyki jednocześnie, czy po kolei? Zdecydowałam: po kolei, stwierdziwszy, że jak nauczę się pracować z jednym, to drugi przyjdzie mi łatwiej. Tak więc dostałam wytyczne dotyczące pracy z pierwszym nawykiem – godzina pracy nad projektem.

Zapytałam też Michała, czy faktycznie tak jest, że motywacja pojawia się podczas działania, o czym przeczytałam kiedyś na jednym z jego wpisów? Do tej pory korzystałam raczej z energii natchnienia i trudno mi było sobie wyobrazić inny styl czerpania przyjemności z pracy. Okazało się, że tak, motywacja pojawia się podczas pracy. Nie wiem dlaczego, ale świadomość tego pozwoliła mi się wewnętrznie rozluźnić – już nie muszę czekać na natchnienie, co za ulga 🙂

Umówiłam się też, że będę przysyłać codziennie informację, czy mi się udało.

Uzbrojona w metody i pełna chęci zaczęłam wprowadzać nawyk.

Dwa tygodnie euforii w najczystszej postaci.

Dwa pierwsze tygodnie pracy z nowym nawykiem, to była czysta euforia. Kupiłam sobie specjalny brulion, wstawałam rano i od razu zabierałam się do roboty. Wszystkie mentalne przeszkody, jakie mogłyby się pojawić, ominęłam jednym ruchem, wykorzystując system, który już mam – należę do grona tych niepoprawnych osób, które zaczynają od wypłacenia sobie nagrody, a dopiero potem zabierają się, lub nie 😉 za prawdziwą robotę. Więc, gdy uświadomiłam sobie, że taką nagrodą jest praca nad projektem, wszystkie przeszkody zniknęły w magiczny sposób.
Co ciekawe, podczas tej godziny mój umysł rozgrzewał się, nabierając twórczego podejścia, co bardzo pozytywnie wpływało na moją zwykłą pracę – jestem copywriterem. Poza tym świadomość, że robię coś dla siebie i realizuję swoje marzenia, bardzo mnie uskrzydlała. Miałam wrażenie, że spirala pozytywnych efektów rozkręca się na dobre.

Włączenie drugiego nawyku.

Zachęcona poczuciem sukcesu, zaczęłam pracę z drugim nawykiem
– zachowywania spokoju w obliczu działań dzieciaków. Przyznaję szczerze, że do tego tematu podchodziłam już na bardzo wiele sposobów, jednak z niewiele z tego wyszło. Dlatego pomyślałam, że jak maksymalnie uproszczę sprawę i sprowadzę ją do wprowadzenia jednego nawyku, to w końcu mi się uda.

Tak jak poprzednio, dostałam serię pytań i propozycji ćwiczeń. Będąc w euforii, nie mogłam doczekać się efektów.

Ratunku, system się wali!

Mniej więcej po tygodniu pracy dopadło mnie poczucie porażki, które bardzo mocno wgryzło się w mój umysł: coraz więcej zaliczałam dni bez pracy nad projektem, wybryki dzieciaków doprowadzały mnie do dzikiej
furii, a stan euforii wyparował ze mnie niczym woda z piasków pustyni.
Napisałam do Michała, że wali mi się system. Otrzymałam pytanie:
co dokładnie się dzieje? Żeby na nie precyzyjnie odpowiedzieć, musiałam wszystko sobie poukładać i tak powstał pomysł zrobienia dokładnej analizy sytuacyjnej.

Na ochłodę - analiza sytuacyjna.

Po zrobieniu analizy sytuacyjnej – około dwóch stron, wyszło mi, że: po pierwsze: nigdy w życiu tak systematycznie nie pracowałam nad projektem – a zaczęłam około 2 lata temu, po drugie: sytuacje, w jakich postawiły mnie dzieciaki zdarzyły mi się pierwszy raz w życiu i naprawdę były trudne. Czyli: jest w porządku, pomimo tego, że dopadło mnie uczucie porażki. Po omówieniu tematu z Michałem, wniosek: działam dalej! nasunął się sam. 🙂

Następne konsultacje.

W tym momencie nadal pracuję z Michałem – przeprowadzamy konsultacje co 2-3 tygodnie, co jest dla mnie optymalnym rozwiązaniem
– mam czas na testowanie różnych pomysłów, obserwację coś, co nazwałam dynamiką nawyku, zbieranie pytań itp. Całkiem nieźle opanowałam nawyk pracy nad projektem, dołączyłam jeszcze kolna mniejszych typu: słuchanie angielskiego w autobusie, czy picie wody podczas pracy. Bardzo intensywnie pracuję nad zachowaniem spokoju
– jak na razie obniżyłam poziom wpadania w złość o jakieś 75% – w trzech przypadkach na cztery, które wyprowadzały mnie z równowagi, potrafię już zachować wewnętrzny spokój –  taki prawdziwy a nie tylko zachowanie
kamiennej twarzy 🙂

Co mogę poradzić osobom, które zastanawiają się, czy warto podjąć współpracę z Michałem, żeby popracować nad nawykami?

1. Warto, choć o tym trzeba przekonać się samemu 🙂

2. Jeśli do tej pory tego nie zrobiłeś, przeczytaj książkę – zorientujesz się o co w tym wszystkim chodzi. Kto wie, może nawet zaczniesz pracować samodzielnie.

3. Wyjdź poza darmową konsultację albo od razu zacznij od płatnej
– zapewniam, że gdy człowiek zacznie się zastanawiać, w jaki sposób wycisnąć ze spotkania więcej niż kwota, którą się płaci, praca nad nawykiem od razu zaczyna nabierać zupełnie innego tempa 😉

4. Na początek wybierz coś naprawdę ambitnego – nawyk, który pozwoli ruszyć ci do przodu w ważnym dla Ciebie aspekcie. Bo czy naprawdę chcesz płacić za nauczenie cię np. nawyku porannej gimnastyki?

5. Pozwól sobie na inicjatywę. Taką wewnętrzną – ja wiem, że w szkole nauczyli nas tego, że inicjatywa to podnoszenie palca do góry w celu wyrobienia sobie odpowiedniej opinii u nauczyciele, ale nie o ten rodzaj inicjatywy tu chodzi. Raczej na pozwolenie sobie robić po swojemu 
–  u Michała jest to możliwe.

6. Poczuj proces, który w tobie zachodzi – to naprawdę świetne doznanie.

7. Potraktuj Michała jako kogoś, kto wprawdzie stworzy Ci bezpieczne warunki, ale nie odwali za ciebie roboty – proces jest Twój, i tylko Twój 🙂 Jasna strona tego medalu jest taka, że wszystkie zdobyte laury możesz przypisać sobie. Jest jeszcze druga, ta jaśniejsza –  o swoich porażkach możesz porozmawiać w zaciszu konsultacji.

7. Co jeszcze? Nie wiem. Czuję, że dopiero zaczęłam tę przygodę 🙂 Za rok zapewne będę mogła napisać więcej. 🙂

Zakończenie.

W momencie, gdy to piszę, współpracujemy z Anetą już 2 miesiące. Wierzę, że współpraca będzie rozwijała się dalej i będziemy mogli jeszcze wiele dopisać do tej historii.

Wspólnie czekamy na Wasze komentarze i pytania.

Jeżeli szukacie copywritera i wypowiedź Anety Wam się podobała, to możecie zgłosić się do niej mailowo pod adresem: aneta.teksty@holycrab.pl

Jeśli chcecie sami przeżyć tak niezwykłą przygodę z nawykami, zapraszam Was na sesje online (pierwsza jest bezpłatna).

Leave a Comment